Wprowadzenie – proces, który trwa
A jednak okazuje się, że zaczynę od końca.
Mój wewnętrzny głos kieruje mnie do tego, bym podzieliła się z Wami procesem, którego nie uznaję jeszcze za zakończony, ale widocznie jest na tyle ważny na teraz, by podzielić się moimi doświadczeniami bez ostatecznego wyniku. A może proces ten nie ma zakończenia, bo pozostanie przecież procesem do końca, kiedy to moje ciało będzie spełniało tu swoją funkcję, do jakiej zostało powołane.
Ciało jako dom duszy i jego komunikaty
Niektórzy nazywają go domem duszy, niektórzy nawet po prostu powłoką, czy “ubraniem, kostiumem”, ale jakichkolwiek definicji nie użyjemy, to jego funkcja zawsze będzie taka sama – dzięki niemu przede wszystkim żyjemy a mając materialną formę doświadczamy życia zmysłami, odczuwamy.
By żyło nam się dobrze, to potrzebujemy do tego zdrowego ciała. Nie będę tutaj w ogóle nawiązywała do tych obszarów, które oczywiście że mają wpływ na jakość naszego życia, takich jak umysł, czy właśnie duch. Tutaj skupię się tylko na fizycznym ciele …. a przynajmniej od tego wyjdę w swojej historii.
Zdrowie – “ ile cię trzeba cenić ten tylko się dowie, kto Cię stracił’.
Jak ważne i cenne jest dla nas, wiemy szczególnie . Ja akurat przygotowuję ten wpis po świętach i przejściu w nowy rok, kiedy składamy sobie życzenia z mnóstwem osób. I to zdrowie odmieniane jest we wszystkich przypadkach, jako najważniejszy bohater i najbardziej pożądane w naszym życiu.
Mój wpis na temat zdrowia i ciała, nie jest ani podkreśleniem tego, jakie nieszczęście mnie spotkało, czy jakimkolwiek wartościowaniem, ani tym bardziej żadną sugestią, by ktokolwiek postępował tak jak ja.
To próba pokazania wielu perspektyw spojrzenia na ciało, na to jak ono “komunikuje” się z nami i jakimi sposobami ja walczyłam o jego dobrostan. Nie jest też żadną poradą medyczną – jest tylko opisem zdarzeń i moich indywidualnych doświadczeń.
Pierwsze sygnały – bóle nadgarstków i diagnoza RZS
Jest czerwiec 2024. Trafiam do lekarza z ogromnymi bólami nadgarstków, które trwały już dwa miesiące. W tym czasie próbowałam pomagać sobie w różny sposób.
Pod namową znajomych trafiłam do lekarza ogólnego. Wywiad, pierwsze badania i pierwsza diagnoza – reumatoidalne zapalenie stawów ( RZS) – pojęcie nie było dla mnie nowe. W mojej głowie od razu pojawiły się myśli – przyczyna nieznana, leki do końca życia.
Nie przyjęłam tej diagnozy – ani na poziomie mentalnym ani emocjonalnym. Wewnątrz “wiem”, że jeśli przyczyna jest nieznana – to ja ją muszę odnaleźć … i wiedziałam, że to nie będzie tradycyjny sposób. Lekarz wypisał mi leki, skierował na kolejne badania i zarekomenduował kolejną wizytę. Wychodząc, ustaliłam termin “na wszelki wypadek” oraz kolejne badania. Ale już wiedziałam, że muszę znaleźć odpowiedź. RZS to choroba autoimmunologiczna. Kolejna, jaka mi się “przytrafiła”.
12 lat wcześniej zdiagnozowano u mnie chorobę Hashimoto. Przez 10 lat brałam hormony i byłam pod opieką lekarzy „grzecznie” poddając się wszystkim zaleceniom.
Aż nadszedł moment kiedy zaczęłam kwestionować.
Poszukiwanie własnej drogi
Po raz pierwszy spotkałam się z pojęciem biologii totalnej, inaczej medycyny germańskiej. Odnalazłam wtedy swoje konflikty, które wywołały tę chorobę i w konskwencji odstawiłam leki. Moje wyniki przez lata utrzymywały się w normie a ja na jakiś czas zapomniałam o chorobach autoimmunologicznych.
Jednak teraz moje ciało wystawiło grubsze działa. Jedno, co siedziało wówczas w mojej głowie, to znaleźć odpowiedzi – Dlaczego moje własne komórki się zwalczają?
Bóle nadgarstków były silne i trwały już ponad dwa miesiące. Wzięłam przepisane sterydy ufając lekarzom i medycynie współczesnej, że przecież nie chcą mi zrobić krzywdy. Bóle ustały i odstawiłam leki. Poczytałam o skutkach ubocznych leczenia sterydami i wiedziałam już, że to nie moja droga. W międzyczasie też przepadła moja kolejna wizyta ( została odwołana przez przychodnię ) a ja uznałam to za znak.
Miałam czas spokoju przez kolejne cztery miesiące, do października 2024. Był to okres, kiedy nie pracowałam ( byłam na okresie wypowiedzenia bez świadczenia pracy ) i mogłam zaopiekować się w 100% sobą. To ogromny przywilej i już to wiem.
W pażdzierniku, kiedy rozpoczęłąm swoją naukę w szkole coachingu oraz w Akademii dopadł mnie skomasowany atak moich własnych komórek. Ból, który rozpoczął się podczas mojego wyjazdu do Rzymu w tym samym miesiącu i który cholernie utrudniał mi cieszenie się zwiedzaniem tego pięknego miasta, przypomniał mi o moim ciele w sposób szczególny.
Co moje ciało chce mi przekazać ?
To pytanie przez kolejny rok zadawałam sobie setki razy. Kolana, dłonie , stopy – biologia totalna – który to konflikt ? Odnajdywałam w opisach konfliktów swoje historie , uświadamiałam je sobie …. i na chwilę ustępowało. Kiedy już myślałam, że znalazłam odpowiedź, ciało odpowiadało jeszcze silniej.
Koniec roku 2024. Ja miałam w planach pakowanie przed przeprowadzką a ciało odmawiało mi sił. Ból był tak silny, że nie wychodziłam przez kilka dni z łóżka. Doszły łzy i bezsilność. Jedno czego byłam pewna, to że się nie poddam by zrozumieć to, co chce mi ono przekazać oraz że nie wezmę żadnych syntetycznych leków.
Trafiam na ustawienia systemowe.
Za każdym razem jak użyję słowa „trafiam” oznacza to, że kierowana jestem impulsem, który był silniejszy niż jakiekolwiek racjonalne argumenty. O wielu metodach słyszałam wcześniej i one wtedy ze mną nie „rezonowały” a nadchodził ten moment, kiedy „wołały” do mnie bardzo. Teraz już wiem, że taki wewnętrzny impuls jest głosem mojej Duszy. Nawet już nie próbuję tego racjonalizować, po prostu działam i za nim podążam.
Historie, jakie rysowały się podczas moich ustawień otworzyły mi oczy i dały jeszcze inną perspektywę. Moje ciało stanami zapalnymi krzyczało za wiele kobiet w moim rodzie. Zaciśnięte przez wiele pokoleń usta, które nie wyrażały swojej prawdy. Zmiany po ustawieniach nie zawsze zadziewają się od razu … one procesują się czasami przez wiele tygodni. Była ulga na jakiś czas.
Jednak ból wrócił a ja nadal szukałam odpowiedzi na pytanie – co teraz chce powiedzieć moje ciało?
Choroba to już stan zdrowienia, gojenia ale żeby zupełnie się uleczyć trzeba dotrzeć do źródła problemu i przetransformować dotychczasowe schematy.
Pojawiała się wówczas nowa perspektywa – Akademia Rozwoju Przyszłości , w której pobieram nauki. Podczas jednego ze spotkań, gdzie omawialiśmy dary pozazmysłowe poszczególnych członków Akademii otworzyłam do wglądu swoje pole energetyczne. Wtedy po raz pierwszy moje nieuświadomione zasoby zostały nazwane , moje dary zostały wstępnie opisane a dar główny – uzdrawiania relacji – został zdefiniowany.
Dowiedziałam się wówczas, że oprócz uzdrawiania połączeń w relacjach z kimś lub czymś, mój dar ma potencjał do wpływania na materię. Zatem to, co wywołuje w ciele określone zmiany i dysharmonię u danego człowieka, prowadząc do zaburzeń energetycznych w ciele a w konsekwencji stany chorobowe, ja będę mogła uzdrawiać.
By móc w pełni ten dar wykorzystywać, moje ciało musi się dostroić do tych wibracji , czyli oczyścić ze wszystkiego co mu nie służy.
Zbierałam przez całe swoje życie w swoim ciele wiele blokad, traum, zatrzymanych emocji, zanieczyszczeń „niezdrowym” jedzeniem, metali ciężkich, które skutkowały wieloma chorobami. Najsilniejszy był długotrwały stres przez ponad 25 lat funkcjonowania w środowisku zawodowym ale też stres związany z osobistymi przeżyciami.
Przez ostatnie lata poznałam już wiele technik , by ograniczać negatywny wpływ z zewnątrz na siebie, by szybko neutralizować jego wpływ. Jednak przez całe wcześniejsze lata zebrałam w ciele za dużo.
Ta nowa perspektywa początkowo “zlasowała” mój umysł. Nie wszystko rozumiałam ale przyjęłam to z ogromnym spokojem. Otrzymałam wiadomość – moje ciało się rekalibruje. Ale nikt nie mógł mi dać odpowiedzi – jak przez to przejść? Padały słowa , że to może potrwać dni, tygodnie, może miesiące. Znowu zaufałam swojemu prowadzeniu.
Robiłam kontrolne badania co kilka miesięcy ale nie planowałam wizyty u lekarza. Moje wyniki w większości były w normie, w tym wskaźnik białka CRP.
To było też niejako potwierdzeniem dla mojego umysłu, że to nie może być TA diagnoza z czerwca 2024 a jednak ból nabierał na intensywności. Nie brałam żadnych leków łagodzących ból przez większość czasu. Chciałam go czuć, by bardziej go rozumieć. Ból się zmieniał, przemieszczał, zmieniał intensywność. Ja się go uczyłam.
Proces zdrowienia – to proces oczyszczania na wielu poziomach.
Dziś mija rok i dziś już wiem, że rekalibracja nie dzieje się sama. Proces zdrowienia, to proces oczyszczania na wielu poziomach: fizycznym, energetycznym i karmicznym. W zależności od tego jak głębokiego procesu oczyszczania potrzebujemy, takich części siebie dotkniemy.
Teraz też już wiem, że przez taki procesu uzdrawiania holistycznego można przejść z osobami, które mają do tego powołanie z poziomu darów pozazmysłowych i nie trzeba już doświadczać tych wszystkich „lekcji”. Jednak moja rola jaką przyjęłam na to wcielenie, to nie tylko uzdrawianie relacji ale również dzielenie się moją historią i moimi doświadczeniami. By dzielić się doświadczeniami musiałam je przeżyć.
Skąd to wiedziałam ?
Zawsze dawałam się prowadzić swojej intuicji . Jak już bardzo świadomie nazywałam to prowadzeniem mojej Duszy , to uczyłam się zaufania do impulsów, które pochodziły z wewnątrz mnie. Podejmowałam ryzyko i podążałam już tylko za swoim wewnętrznym głosem.
W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy przeszłam proces zdrowienia na wszystkich możliwych poziomach i powiem, że każda zastosowana metoda dawała mi ulgę …. na jakiś czas. Co było dla mnie znakiem, że to jeszcze nie koniec.
Poszczególne poziomy zdrowienia nie przechodziłam liniowo, po kolei, ale działy się one równolegle.
Wyrażenie woli jest decyzją.
Na jednym ze spotkań w Akademii z Anią Duszyńską dostałam wskazówkę. W związku z tym, że przyjęłam pełen potencjał wszystkich swoich darów, to moje ciało fizyczne i energetyczne weszło w proces. Wtedy nie byłam jeszcze świadoma ile ich jest i jak wymagające odpowiedniej kondycji fizycznej i energetycznej.
To co z poziomu naszej Duszy jest „do przyjęcia”, to z poziomu naszych ziemskich doświadczeń może być „co najmniej trudne”. Nadrzędne dla duszy jest doświadczanie. Ona nie wie co dla nas jest zbyt trudne. To my mamy jej powiedzieć. Tak było w przypadku mojego dostrajania i odczuwania bólu fizycznego oraz doświadczania różnych stanów emocjonalnych, które przeżywałam poprzez różne sytuacje.
Wskazówka od Ani brzmiała – „Umów się ze swoją Duszą, by ten proces rozłożyć w czasie. Możesz z nią ustalić, by proces ten dział się podczas snu, w nocy.” Tak też uczyniłam.
Może ktoś z Was zapytać – jak ustalić to z Duszą ? Ano intencjonalnie.
Nawet jeśli my nie zawsze Ją słyszymy lub też nie zawsze rozumiemy, to Ona jest zawsze i nas słyszy. Mówię już o tym momencie, kiedy jesteśmy z Nią połączeni.
Nie będę tutaj dodawała, jak znaleźć połączenie ze swoją duszą, bo to jest odrębny szeroki wątek i tu zakładam, że już to połączenie mamy a uczymy się z nią komunikować i nabierać do tego zaufania.
Zatem wyraziłam intencję, by wszelkie procesy odbywały się w nocy , podczas mojego snu. I tak się stało. W ciągu dnia w miarę funkcjonowałam a w nocy zachodziły różne procesy. Zaczynałam powoli rozumieć wiele swoich snów. Nie jest to konieczne, by procesy przebiegały pomyślnie. Ja jednak potrzebowałam wielu odrębnych odpowiedzi i dostawałam je również w snach.
Byłam w stałym procesie nabierania zaufania do tego, co przychodziło do mnie z wewnątrz i z zewnątrz. Pomimo tego, co podpowiadało mi moje serce, bo tak też nazywałam moj kanał komunikacji z Duszą, to rozum oczywiście nadal się opierał i buntował. Nasze życie całe uszyte było z lęku i przetrwania. Cały czas buduję w sobie fundamenty harmonii i zaufania.
Dieta, eliminacje i leczenie holistyczne
Uzdrawianie na poziomie fizycznym dostarczało mi z tygodnia na tydzień nowych doświadczeń.
Bardzo wyraźnie moje ciało zaczęło komunikować, co mu szkodzi i co od razu skutkuje bólem. I tak kolejno eliminowałam ze swojej diety : alkohol, gluten, wszystko co zawierało w sobie jakiekolwiek związki chemiczne, konserwanty, metale ciężkie, to co przetworzone, zboża, cukier, niektóre warzywa i finalnie również owoce – fruktoza.
Na odpowiedzi natrafiałam sama metodami prób i błędów oraz eliminując to, co wywoływało negatywne reakcje mojego ciała. Bardzo mocno byłam w niego wsłuchana.
Znajomy w którymś momencie podpowiedział mi, bym zrobiła badania w kierunku boreliozy. Początkowo odrzucałam ten kierunek. Znowu coś , nad czym nie ma się kontroli a ja byłam mocno przywiązana do kontroli. Pierwsze badania z krwi były negatywne ale On nie odpuszczał. Byłam zła, że ktoś ingeruje w mój proces. To była złość z poziomu ego ale finalnie wybrałam się na badania biorezonansem. Badania potwierdziły, że jestem zarażona borelią … i nie tylko. Miałam w sobie całe rzesze OBCYCH mikroorganizmów, które przez kolejne cztery miesiące sesjami biorezonansu i lamp plazmowych neutralizowałam. Pomagałam sobie w tym okresie również pracując własną energią przyspieszając pewne procesy.
Przez te wszystkie miesiące będąc na diecie eliminacyjnej , lecząc się biorezonansem bywały lepsze i gorsze momenty, były również chwile zwątpienia i utraty motywacji .
Jednocześnie pracowałam nad swoją nową rolą zawodową praktykując . Nie zawsze miałam siły . Przyszedł jednak moment, kiedy zauważyłam, że mój umysł nie jest tak klarowny i musiałam na jakiś czas poświęcić 100% uwagi tylko na zdrowienie. Nie mogłam zaniedbać zarówno jego , jak i jakości oferowanych przez siebie usług. Wycofałam się na jakiś czas z prowadzenia procesów coachingowych i wszelkich innych sesji.
Równolegle przechodziłam inne procesy podczas ustawień systemowych oraz pracowałam nad karmicznymi doświadczeniami z predysponowanymi do tego osobami, które poznałam w Akademii. Wymienialiśmy się swoimi darami pozazmysłowymi a ja bardzo chętnie eksperymentowałam. Rozwój, odwaga i ryzyko wpisane są w plan mojej Duszy. Po każdym procesie przychodziła ulga na jakiś czas ale ból powracał. To pokazywało mi, że proces oczyszczania jeszcze się nie zakończył.
Wyzerowałam boreliozę w swoim organizmie, pozbyłam się wszelkich pasożytów, wirusów, bakterii i spożywałam tylko „zdrową” żywność. Zastapiłam prawie wszystkie środki czyszczące w domu oraz kosmetyki na BIO. „Przepracowałam” wiele traum , jakie tylko pojawiały się w mojej własnej pracy na poziomie podświadomym. Korzystałam z pomocy healerów, którzy odkrywali we mnie doświadczenia wymagające uzdrowienia z tego życia ale i z poprzednich. Uwalniałam i przepuszczałam przez siebie wszelkie emocje, jakie tylko podpowiadała mi Dusza, że na dany moment tego wymagają.
Przełom i odzyskanie harmonii
Październik 2025. To był przełomowy dla mojego życia i rozwoju moment. Wybrałam się do Paryża w podróż symboliczną. Tam zostałam pokierowana przez Duszę. Oprócz cudownego czasu zwiedzania, przeszłam tam wiele symbolicznych procesów domykania swoich starych wzorców i przekonań.
Przyjechałam „nakarmiona” potencjałem wejścia w nowe z pełną mocą …. ale jednocześnie ciało totalnie odmówiło mi „posłuszeństwa”. Tak, ja chciałam, by było mi posłuszne. A ono wyraźnie mi odpowiedziało – „ kilkadziesiąt lat byłem w stresie a teraz potrzebuję więcej czasu i pełnej uwagi”.
Tego też się nauczyłam – kontrola, która prowadziła mnie przez całe życie i dawała mi poczucie bezpieczeństwa nie była już tą jakością, która mnie wspierała. Zaufanie, odpuszczenie, a czasem poddanie się – były nowymi, wspierającymi mnie jakościami.
Po powrocie z Paryża pojawiły się nowe bóle, które jeszcze bardziej uniemożliwiały mi sen , regenerację i możliwość wejścia w nową rolę zawodową. Od 1 listopada powołałam RENEVU, jednak nie mogłam oddać się jeszcze ten Misji.
Przyjęłam to z pełną akceptacją. Uświadomiłam sobie, że muszę odpuścić już wszystko, nie stawiać żadnych warunków i poddać się pełnemu procesowi w zaufaniu.
W związku z tym, że najsilniej odczuwałam bóle w reakcji na to co zjadam, to postanowiłam zrobić post od jedzenia i obserwować, jak reaguje moje ciało. Posty trzydniowe stosowałam już wiele razy ale przez ostatnie miesiące nie chciałam organizmu jeszcze tym obciążać. Teraz jednak bardzo mocno miałam przeświadczenie, że tego potrzebuję.
Zrobiłam post pięć dni. Piłam tylko wodę. Czułam się lepiej niż jedząc.
W ciągu tych dni natknęłam się na filmy Braci Rodzeń na temat diety ketogenicznej i jej wpływu na zdrowie a potem na film o diecie carnivore. Dotarłam do Eli, która 20 lat chorowała na wiele chorób, w tym RZS i żyła w permanentnym bólu. Obecnie od 1,5 roku na diecie odzwierzęcej żyje szczęśliwie zdrowa, pełna energii.
Dieta carnivore – od tego zaczęłam wprost po poście. Nie namawiam , by iść moją drogą. Ja słuchałam tylko siebie i zrobiłam to po swojemu. Nie skorzystałam z żadnych konsultacji , tylko kierowana swoim wewnętrznym głosem oraz słuchając różnych przykładów wielu ludzi, którzy wyzdrowieli z wielu chorób przeszłam na sposób żywienia o 180 stopni inny niż dotychczas. Od wielu lat żywiłam się tylko roślinami i białym mięsem ( głównie ryby i indyk). Teraz moim pożywieniem była głównie wołowina, tłuszcze odzwierzęce i jajka. Wiedziałam, że organizm wymaga okresu adaptacji ale nie mogłam przewidzieć na czym on polega i wydawało mi się że gorzej to już było. Nic mylnego. Gorzej dopiero przyszło.
„Zafundowałam” sobie dynamiczny, przyspieszony kolejny etap oczyszczania organizmu. Bo przecież cała moja mikrobiota zbudowana była na zupełnie innym pożywieniu. Teraz musiało budować się wszystko na nowo. Choć mój umysł „słyszał”, że ten proces może potrwać dwa – trzy miesiące, to ja nie przyjmowałam tego. Zakładałam, że ja zregeneruję się w 4-6 tygodni. Pierwsze tygodnie były jak wywracanie ciała na drugą stronę. Moja Dusza trzymała się ustaleń i bóle głównie były w nocy : pieczenie mięśni, sztywność palców dłoni i stóp, puchnięcie palców dłoni i stóp, ból kolan, wybudzanie kilkukrotne w nocy z bólu i nie spanie po kilka godzin, po porannym wstaniu totalny brak sił. W ciągu dnia „dostawałam” kilka godzin na ogarnięcie się , jakieś życie i przygotowanie się do nocy.
Tak było przez 1,5 miesiąca.
Dziś jestem 10 tydzień na jedzeniu odzwierzęcym . Dodam, że było to dla mnie cholernie trudne również z powodów wartości, jakie mi przyświecały, by uszanować życie zwierząt, które przeżywają emocje idąc na śmierć.
Ale wypracowałam w sobie najpierw ideę, by pobłogosławić każdy posiłek , każde zwierzę z którego pochodził, każdy kawałek mięsa, który mnie odżywiał. Potem nadałam odgórną intencją ideę karmienia mojego ciała, tym co mi służy i dzięki czemu mogę żyć , funkcjonować i wypełniać swoje zadania.
Refleksje – ciało komunikuje się zawsze
Dziś mija trzeci tydzień odkąd od ponad roku przesypiam całe noce, wstaję zregenerowana, w ciągu dnia funkcjonuję normalnie i czuję, że moje ciało zaczyna oddychać pełnią siebie, nie musząc krzyczeć do mnie i walczyć samo ze sobą.
Dziś czuję spokój, zaufanie do prowadzenia i mam poczucie, że moje ciało, jako materia, przechodząc przez wszelkie możliwe poziomy oczyszczania dowibrowało do mojego ciała energetycznego.
Ile razy czytaliście, że energia przyspiesza, procesy globalne podnoszą energię ziemi a nasze ciała reagują na to różnymi stanami : bólem głowy, nudnościami, objawami grypopodobnymi i wieloma innymi. Nie zawsze picie wody czy samo uziemianie pomogą. Takie wskazówki czytałam od kilku lat.
W komunikowaniu się z ciałem pomagała mi moja Dusza. Każda metoda, eliminowanie kolejnego pokarmu, dieta, nowe działania potwierdzałam zawsze z Nią. Ja zawsze „wiedziałam”, że ból w końcu ustąpi.
Ciało i Dusza do nas mówią…. zawsze.




